::           Otwarcie Wieży Ratuszowej 17.11.2012         
Drukuj

Historia najnowsza (lata 1945-1967)

II wojna światowa nie przyniosła ze sobą żadnych zniszczeń w bloku śródrynkowym i kiedy w maju 1945 roku do Świdnicy zaczęli przybywać pierwsi osadnicy, wieża w zasadzie pozostawała w niezmienionym kształcie od ponad dwóch wieków. Wydaje się, że w tym czasie nie przeprowadzono – z wyjątkiem drobnych zapewne napraw – jakichś zakrojonych na dużą skalę prac remontowych. Mijające dekady niewątpliwie jednak miały wpływ na stan techniczny wieży. Mimo skromnej ilości danych w źródłach pisanych z lat 1945-67, informacje na jej temat zachowały się w pamięci wielu świdniczan, co pozwala na częściowe odtworzenie zarówno jej stanu technicznego, jak i losów do momentu katastrofy.

Zasiedlenie miasta przez polskich osadników nie zmieniło szczególnie sposobu użytkowania wieży. Podobnie, jak to miało zapewne miejsce przed drugą wojną światową, wieża pozostawała w pewnym sensie martwym reliktem dawnych czasów. We wspomnieniach osób, które przyjechały do Świdnicy po 1945 roku, znaleźć można zgodne stwierdzenia, że wieża aż do momentu zawalenia się nie była w ogóle użytkowana. Od czasu do czasu pojawiały się na niej jedynie wywieszone z różnych okazji transparenty. Zachowało się jedno takie zdjęcie, z wywieszoną datą „1966” z okazji Millenium.

Zajrzyjmy zatem do wieży w ostatnich latach jej istnienia. Wejść możemy bez problemu. W pierwszych latach powojennych wstęp na nią był możliwy praktycznie bez ograniczeń, bo nikt nie zabezpieczył wejścia do niej. Dotknęło to zresztą większości zabytkowych obiektów w bloku śródrynkowym, np. pobliskiego ratusza, z którego wyszabrowano dokumenty z archiwum miejskiego. Zamknięto ją dopiero w późniejszych latach i chociaż nie była udostępniona dla zwiedzających, można było sobie „załatwić” pozwolenie u zarządcy budynków w centrum miasta i wejść do niej. Pamiętający ten okres świdniczanie zgodnie też podkreślają, że stan techniczny wieży nie był najlepszy. Podobnie zresztą, jak całego starego miasta, o którego zabytkową substancję po prostu w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zupełnie nie dbano, ograniczając się przede wszystkim do wyburzania tego, co zdaniem ówczesnych decydentów do remontu się nie nadawało.

Idziemy więc w górę po podobno bardzo skrzypiących i mocno sfatygowanych drewnianych schodach. Tak, jak pozostałe elementy drewniane, a więc cała klatka schodowa, ze stropami – także drewnianymi i więźbą hełmu, nie są w najlepszym stanie technicznym. Belki podtrzymujące stropy poszczególnych pięter są wpuszczone w mur, jednak wiele z nich jest spróchniałych lub nosi ślady nadpalenia, co świadczyć może o niezbyt dokładnym remoncie wieży po którymś z XVIII-wiecznych pożarów. Podziwiać możemy natomiast zachowane malowidła, bo powłoki malarskie zachowały się w stosunkowo niezłym stanie, tu i ówdzie przebijając pomalowanymi złotą farbą ornamentami. Na zewnątrz, wieża prezentuje się mniej okazale, co widać na zachowanych zdjęciach z tego okresu. Zaniedbana i brudna ulica Wewnętrzna, która prowadzi do wieży, widoczne na zdjęciach z tego okresu, wyraźne, duże ubytki tynku na wschodniej i południowej elewacji wieży oraz na wpół urwane drewniane drzwi, prowadzące na taras widokowy, nie sprawiają najlepszego wrażenia. Kiedy pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych przeprowadzono remont teatru oraz adaptację pomieszczeń ratusza na muzeum wraz z wykonaniem kotłowni, remont samej wieży nie został ujęty w kosztorysie i zakresie planowanych prac, z powodu zapewne wysokiego kosztu takiej inwestycji. Praktycznie jedynymi pracami, jakie były wykonywane w tych latach, była stała konserwacja zegara, którą nadzorowali świdniccy zegarmistrzowie Henryk Wiśniewski i Edward Durał. Obaj musieli być fachowcami wysokiej klasy, bo zadbany mechanizm sprawiał, że zegar uchodził za bardzo dokładnie odmierzający czas. W takim też stanie, praktycznie pozostawiona sama sobie wieża, przetrwała do feralnego 5 stycznia 1967 roku, kiedy runęła.

Właściwie odliczanie jej ostatnich dni rozpoczęło się pod koniec listopada 1966 roku, kiedy zobligowane do wykorzystania do końca roku dotacji, przyznanej przez Wojewódzką Radę Narodową - władze miasta, postanowiły w ekspresowym tempie przeprowadzić rozbiórkę części zabudowy ulicy Wewnętrznej, celem jej poszerzenia.

Prace rozbiórkowe rozpoczęto 13 grudnia 1966 roku, bez wstępnych badań statyki obiektów przylegających do wieży oraz jej samej. Do rozbiórki przeznaczono budynki przy ulicy Wewnętrznej nr 4 i 6, fragment starych zabudowań po stronie zachodniej wieży oraz bezpośrednio sąsiadujący z nią budynek nr 11. Ten ostatni wspierały trzy łęki, znajdujące się nad ulicą Wewnętrzną, które jak się później okazało, spełniały nie tyko funkcje podpór dla kamienicy, ale przenosiły także część obciążeń z wieży. O tym jednak wykonawca prac – Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Robót Elewacyjnych, Porządkowych i Produkcji Pomocniczej z siedzibą oddziału w Legnicy nie wiedział, bo i nie miał skąd się dowiedzieć.

Z wpisów dokonywanych w dzienniku budowy wynikało bowiem, że prace rozbiórkowe prowadzono bez żadnej dokumentacji technicznej, nie wyznaczono też inspektora nadzoru budowlanego. Trudno o lepszy dowód dla ludzkiej ignorancji i głupoty. W dniu 3 stycznia 1967 roku kierownik budowy zapisał w dzienniku informację, „że mury wieży są poważnie zagrożone i w związku z tym proszę o wydanie dalszej decyzji, co do kontynuowania prac”. Podobnie jak wcześniejsze alarmujące wpisy i ten nikogo nie zainteresował, a przynajmniej nie podjęto jakichkolwiek dalszych działań. Zresztą na ratunek było już za późno. Wieża straciła oparcie, bo zarówno mury kamienic przylegających do niej, jak i trzy łęki przenoszące obciążenia z wieży były już rozebrane, a sama budowla zaczęła tracić stateczność.

Przenieśmy się w nie tak odległą już przeszłość. Jest 5 stycznia 1967 roku. O godzinie 14.50 kierownik rozbiórki przy ulicy Wewnętrznej nerwowo wykręca numer telefonu do architekta miejskiego. Coś dzieje się niedobrego! Na trzonie wieży pojawiły się rysy i spękania, widać także obsypujący się z wieży tynk! Na miejsce przyjeżdża milicja, która zabezpiecza teren, ewakuując mieszkańców z pobliskich domów i przeganiając na bezpieczną odległość gapiów. Nie bardzo wiadomo, co dalej robić. Nie ma czasu na spokojne, racjonalne myślenie. Dzwon wybija godzinę trzecią po południu. Ktoś wpada na pomysł, aby trzon wieży, na którym rysa jest coraz wyraźniejsza, podstemplować. To zła decyzja, bo jak wykazały późniejsze badania, mogłaby tylko przyśpieszyć runięcie obiektu. Na szczęście zabrakło czasu na jej realizację, bo zapewne skończyłoby się na ofiarach śmiertelnych, gdyby wieża runęła na robotników. Dolna część trzonu wieży wybrzusza się na zewnątrz, a od gotyckiego łuku w górę na wysokość pierwszego piętra pojawia się potężne pękniecie. Wieżę mogą ratować tylko stalowe ściągi, które opasałyby trzon wieży. Na takie działanie jest już jednak za późno. O godzinie 15.15 po raz ostatni uderza dzwon kwadransowy. Brzmi symbolicznie, niczym memento dla ludzkiej głupoty i bezmyślności. Niewykluczone, że rezonans od dźwięku dzwonów sprawił, że pęknięcie wieży powiększyło się i kilkadziesiąt sekund później, rozerwana wzdłuż swojej pionowej osi wieża osuwa się częściowo na łącznik teatru, budynek ratusza i magazyny Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Osuwa się majestatycznie, powoli i bez huku. Katastrofie towarzyszy jedynie stłumiony odgłos, jakby dalekiego wystrzału armatniego… Świdnicki poeta Mieczysław Jasek napisał później w swoim wierszu, że wieża „uklękła w heroicznym geście”.

Wielu świdniczan nie mogło uwierzyć w rozmiary katastrofy, przekonywał ich dopiero brak dominanty w krajobrazie bloku śródrynkowego.

Katastrofa nie spowodowała żadnych ofiar śmiertelnych. Niemal natychmiast rozpoczęło się dochodzenie wyjaśniające, chociaż tak naprawdę starano się ukryć fakt skandalicznej niekompetencji przy prowadzeniu prac na ulicy Wewnętrznej. Błyskawicznie też przystąpiono do usuwania gruzu z wykorzystaniem koparek, spychaczy i wywrotek. Ten pośpiech w „zamiataniu pod dywan” dowodów katastrofy sprawił, że nie zadbano, aby uratować elementy kamieniarki i wyposażenia wieży. Do muzeum trafiły jedynie dzwon godzinowy i kwadransowy, mechanizm zegara i wskazówki oraz niewielka ilość kamieniarki. Ówczesny kierownik muzeum Franciszek Jarzyna informował w jednym z raportów, że „Uczyniono wszystko, aby ocalić i zabezpieczyć te fragmenty wieży, które przedstawiać mogą wartość historyczną i posłużyć do rekonstrukcji w przyszłości. Mniejsze elementy, a jest ich sporo zostaną tymczasowo złożone w magazynie teatru, większe partie (miedziany hełm itp.) w magazynach miejskich pod ścisłym nadzorem.” Niestety, ile było tych zabezpieczonych elementów nie wiemy. Sądząc po tym, co zachowało się do chwili obecnej niewiele, włączając w to hełm, który w późniejszych latach z miejskich magazynów – podobnie, jak i złożona tam kamieniarka… zaginął.

Szybko usuwany gruz był wywożony na wysypisko przy ulicy Bystrzyckiej. Uprzątnięcie terenu zajęło około 1,5 miesiąca, koszt tych prac wyniósł 200 tysięcy złotych.

Tuszując karygodne niedbalstwo, które doprowadziło do katastrofy, władze próbowały znaleźć sensowne jej usprawiedliwienie. Najpierw sugerowano, że wieża została podmyta przez wodę, chociaż późniejsze badania wykazały, że wody gruntowe znajdują się o wiele głębiej niż płytko posadowione fundamenty wieży. Prokuratura Powiatowa, która z urzędu wszczęła postępowanie, umorzyła je, opierając się na opinii technicznej specjalnej komisji z Wrocławia, której przewodniczył profesor Jan Suwalski z Politechniki Wrocławskiej. Stwierdzono w niej, że „przyczyną zawalenia się wieży ratuszowej byłej zły stan techniczny.” Potem mówiono o wodzie z pękniętego rurociągu. Jeszcze kilka lat po katastrofie uparcie twierdzono, że „prowadzone roboty rozbiórkowe miały tylko pośredni wpływ na katastrofę” (z pisma Zygfryda Sikorskiego, kierownika Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Świdnicy do „Słowa Polskiego” w październiku 1973 roku). Badania archeologiczne przeprowadzone w latach 80. i 90. jednoznacznie stwierdziły, że przyczyną zawalenia się wieży było naruszenie jej stateczności poprzez wyburzenie wspierających ją murów rozbieranych kamienic oraz łęków.

Aktualności

Certyfikat zdobycia Wieży

 „Właściciel tej pocztówki zdobył wieżę ratuszową w Świdnicy o wysokości 58 m…”

Więcej…

Kalendarz

poprzednim miesiącu grudzień 2018 następnym miesiącu
P W Ś C Pt S N
week 48 1 2
week 49 3 4 5 6 7 8 9
week 50 10 11 12 13 14 15 16
week 51 17 18 19 20 21 22 23
week 52 24 25 26 27 28 29 30
week 1 31
Facebook

Kondygnacje wieży: